głosy z nad ognia

Były car : Polowanie. Październik 1860 roku, tutaj, w Białowieży. Przyjechałem tutaj z ojcem, w nocy. Ale co to była za noc! Przejazd oświetlały paździerze i beczki ze smołą, a samą wioskę – kaganki. Budynki były iluminowane, a gdy pojazdy wjechały na most przerzucony przez rzekę, to pawilon myśliwski który dla nas przebudowano, a także cerkiew i zagajnik – oświetlono różnokolorowymi ogniami bengalskimi. Malowniczo. Bardzo. Miałem wówczas lat piętnaście. Nie wiem czy kronikarze odnotowali moją obecność. Może nie? Ojciec zabrał mnie w ostatniej chwili, żebym miał trochę męskiej rozrywki. I zobaczył jak ma wyglądać porządne polowanie.

Ona: I to było takie wstrząsająco-wiążące?

Były car : Nie. Nie to.