Balansuje czarną pianą na samej krawędzi…

No ewidentnie: moment, w którym witam się rano z kawą w kuchni należy do bardzo ważnych. To czas rozważenia planu dnia, przypomnienia sobie ostatniego snu, to pora na krótki wiersz, oraz chwila wstąpienia na balkon, aby podlać paprotkę, która w domu rosnąć nie chciała. Dlateog ciągle kawie zdjęcia robię.

Ważna jest!


Wzburza ją naprawdę byle co.  Balansuje czarną pianą na samej krawędzi i czasami jeszcze syczy.  Mam wrażenie, że wypicie jej to akt alchemiczny. Zbieram się ma odwagę i… chlup-chlup!
Dlatego potem uważnie oglądam fusy. Ale kawa z której uszło życie nie mówi już do mnie nic.