W płaszczu świata

W płaszczu świata Miłosława Malzahn

 W płaszczu świata

POBIERZ BEZPŁATNY E-BOOK!

Pobierz .EPUB

Wydawnictwo Książnicy Podlaskiej im. Łukasza Górnickiego w Białymstoku 

Miasto posiada podszewkę, a pod nią – życie wre i bulgocze. I rozpoznasz ów ruch w tej książce… albo i nie:)

                             Wybór jest Twój i książka Twoja być może.

To  na pół realistyczna, na pół magiczna historia, która lekko prowadzi Czytających ulicami Miasta. Jest swoistym przewodnikiem po wywróconej na drugą stronę miejscowości. Jest też wędrówką, w której główna bohaterka najpierw się rozdwaja, a potem spotyka intrygujące postacie, dotyka tkanki ulic, rozpoznaje barwne chmury i czuje wznoszący rytm. Taka to przygoda.

Czym się kończy – nie możemy zdradzić, lecz Autorka deklaruje, że lubi gęste, słodkie bajki (jak poranne kakao), szczelnie wypełniające ramy czasu, przeznaczanego na przyjemności.

Książka ukaże się w wersji papierowej w listopadzie, a e-book wzbogacony o nowe wątki i drugie oraz piąte plany – pojawi się na początku 2018 roku.

Słowo od autorki

Podobno świat właśnie staje na głowie… cóż,  nieprawda. Świat nie ćwiczy stawania na czymkolwiek, świat po prostu JEST, ale nam się wydaje, że to wciąż za mało. I szukamy dziury w całym, a potem wchodzimy w tę dziurę i…. okazuje się, że świat jest jeszcze bardziej i bardziej. Pozwól, Czytelniku, że Cię zaskoczę.

Dla kogo jest ta książka?

Jeśli lubisz literaturę z pogranicza wszystkiego co znasz i czego nie znasz, i jeśli masz akurat wolny wieczór (bo to nie jest zbyt długa opowieść) – to jest to rzecz akurat dla Ciebie.

………………………

„W płaszczu świata” w cenie wielce dostępnej ( 5 zł) można kupić tu:
Dział Promocji i Wydawnictw /  15-097 Białystok /  ul. Marii Skłodowskiej-Curie 14 A / tel. 85 67-67-241
e-mail: dzialpromocji@ksiaznicapodlaska.pl

Na zachętę – spory fragment:

https://opt-art.net/helikopter/10-2017/miloslawa-malzahn-spotkanie/

………………………………………………………………………………………………

Miłka Malzahn, fot. Marcin Gliński
fot. Marcin Gliński
      2017.12.10 Mi³ka Malzahn W p³aszczu œwiata

 

„W płaszczu świata” Miłki Malzahn – relacja Doroty Sokołowskiej

…………………………………………………………………………………………….

„Krótka powieść Miłki Malzahn jest taką kwantową baśnią, odkrywaniem tego, co kryje się pod podszewką rzeczywistości. Autorka jest z wykształcenia filozofką, a nie fizyczką, lecz obie te, zdawałoby się różne dziedziny wiedzy, zbliżyły się do siebie. Weźmy odwieczne filozoficzne pytanie o postrzeganie bytów – po wielu stuleciach sporów okazało się (a odkryli to fizycy), że obserwator zawsze zmienia otaczającą go rzeczywistość samym faktem obserwacji. A wibracje kwantowe, albo kwantowe zupy? Chcesz pokochać samego siebie, albo odnaleźć partnera? Ponoć tajemnica kryje się wyłącznie w energetycznej częstotliwości.

W powieści zatytułowanej W płaszczu świata autorka podaje w wątpliwość nasze przekonanie o tym, co bierzemy za rzeczywistość, a potem poddaje pod rozwagę własną filozofię istnienia. Jej zdaniem, świat trzeba wywracać na drugą stronę – idealnym do tego narzędziem są słowa, bo w nich ukrywa się magia. A z drugiej strony, każdy nosi własne miasto pod powiekami, a wywracając je otrzymujemy kolejny, zupełnie odmienny krajobraz. Każdy z nas jest wszechświatem na uginających się nogach.”

http://artofreading.pl/tag/milka-o-malzahn/

………………………………………………………………………….

rozmowa w Radiu Akadera 🙂

https://www.mixcloud.com/jula-ginger/miłka-malzahn-opowiada-o-swojej-książce-pt-w-płaszczu-świata/

 

przedpremierowe czytanie książki odbyła się w październiku 2017 we Wrocławiu podczas MF Opowiadania – Int. Short Story Festival

…………………..

Sprawdzałam wersję ze zmienianiem świata, ale mi się nie sprawdziła

Karina Obara

 AKTUALIZACJA: 

Gazeta Pomorska

    Dr Miłka Małzahn: – Samo bycie jako stan ciała i umysłu jest przyjemne, ale człowiek jest jednak stworzony do akcji. Gdybyśmy byli bytami do „tylkobycia” to pozostalibyśmy w sferze ducha. A ciało domaga się ruchu, psychika też ma swoje wymagania poruszeniowe. Uważam, że zdrowo jest działać, nawet jeżeli podejrzewamy, że nasze działania nie będą ani wiekopomne, ale skuteczne na sto procent. ©Marcin Ławrysz

    Rozmowa z dr Miłką Małzahn, filozofką, pisarką, poetką, wokalistką, o jej najnowszej książce „W płaszczu świata”, roli wyobraźni oraz o wartości odkrywania tego, czego nie widać w tym, co widać.
    – Dobrze pani na świecie? 
    – Jest mi zaskakująco dobrze!– Pytam, bo wielu świat uwiera, niewygodnie im, chcieliby go zmieniać. Pani nie chce?
    – Dobrze mi szczególnie od czasu, gdy uznałam, że nie będą mnie irytować rzeczy, na które nie mam wpływu, bo przecież dryfują tylko sobie znanym torem. Schodzę z tego toru i już jest tak jakby lepiej. Jaśniej. Nie jest to wielka filozofia, ale za to praktyczna (śmiech).
    Mądrzy ludzie mówią, że realnie zmienić można raczej siebie, reszta potrafi się dopasować. Lub odpada od burty, jak suche glony. W ramach praktykowania zmian wychodzę z ram i robię to także poprzez książki. Wyobraźnia może być bardzo skutecznym nauczycielem, trenerem, doradcą oraz wodzirejem. Przy czym między beztroskim bujaniem w obłokach a budowaniem alternatywnego świata jest bardzo przyjemne różnica. – Jak pani do tego doszła, żeby nie zmieniać tego, czego zmienić nie sposób? – Najpierw sprawdzałam wersję ze zmienianiem świata, ale mi się nie sprawdziła. Doświadczenie życiowe mi podpowiadało, że jeśli coś nie działa, dobrze będzie zmienić strategię. I stanęło na próbie organizowania zmian w mikrozasięgu. 
    Wystarczy być?
    – Samo bycie jako stan ciała i umysłu jest przyjemne, ale człowiek jest jednak stworzony do akcji. Gdybyśmy byli bytami do „tylkobycia” to pozostalibyśmy w sferze ducha. A ciało domaga się ruchu, psychika też ma swoje wymagania poruszeniowe. Uważam, że zdrowo jest działać, nawet jeżeli podejrzewamy, że nasze działania nie będą ani wiekopomne, ale skuteczne na sto procent. Rosyjski filozof Mikołaj Bierdiajew opisał taką teorię twórczości, w której człowiek nie może być pasywny; musi odpowiadać na wezwanie Siły Wyższej, która tak to wszystko ułożyła, by działanie, zmiana, ulepszanie, postęp były możliwe. I były zintegrowane ze sferą ducha. No, to jest cudowna koncepcja: moje bycie tu – implikuje wezwanie, pochodzące ze sfery duchowej do kształtowania materii we własnym zakresie, na tyle, na ile podpowiada odczucie sensu, prawdy, nadziei. To powinno działać w skali jednego życia. I w skali społecznych wizji.
    – Czytam pani nową powieść „W płaszczu świata” i odkrywam w niej metodę. Jak się godzić na to, co jest. Bardzo to buddyjskie albo stoickie. Mylę się? – Może bliżej mi do stoików, ale nie precyzowałabym konkretnej metody. Własne pogodzenie z tym, co jest zaczynam od pytania: czego nie widać w tym, co widać, oraz: gdzie jest moje miejsce w pochodzie do tego, co najważniejsze? Kluczem wydaje się być wyjście poza filtry przekonań i pewności co do tego, gdzie żyjemy oraz po co. Lubię zacząć taką wewnętrzną podróż od wstępnego pytania: a co by było, gdyby.. i potem to już myśl leci, płynie, szarżuje i meandruje. Fajnie by było, gdyby każdy od czasu do czasu dawał prymat wyobraźni i zupełnie serio za nią podążał. I nie czuł żadnych ograniczeń. Powrót z takiej krainy (ze swojego osobistego Edenu) może być tak samo odświeżający jak powrót z dalekich wakacji. I potem godzenie się z tym, co jest – to bułka z masłem. 
    – Bohaterka wystarczająco już siebie poznała, aby wiedzieć, że bunt nic nie daje, potrafi rozkoszować się tym, co widzi, a jeśli odczuwa ból, akceptuje go. Wie, że minie. Ktoś może pomyśleć, że jest szalona, a ona po prostu coś zrozumiała. Co?
    – Bohaterka nie ma takich ambicji, by wszystko zrozumieć. Ona zwyczajnie chce mieć więcej luzu w głowie i w ciele. Dlatego podąża za wydarzeniemi w miarę swobodnie, bez zakleszczania się w nadmiernym analizowaniu. Poza tym – ufa drugiej wersji samej siebie. Jak by to schizofrenicznie nie zabrzmiało – to każdy z nas ma w sobie głos, z którym wchodzi w dialog. To drugie ja, które potrafi przestrzec przed zakupem samochodu na raty, albo rozwiązuje skomplikowany problem z zachowaniem się wobec byłego narzeczonego, który nagle sms-uje o 1 w nocy. Wewnętrzny dialog (zwany dla niepoznaki monologiem wewnętrznym) potrafi uratować niejedną sytuację.Czytaj więcej: http://www.pomorska.pl/publicystyka/a/sprawdzalam-wersje-ze-zmienianiem-swiata-ale-mi-sie-nie-sprawdzila,13000004/
    ……………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………….FRAGMENT WYWIADU dla GAZETY Kurier Poranny | poranny.pl  z dn 27.10.2017

    http://www.poranny.pl/kultura/aktualnosci/a/miloslawa-malzahn-prawdopodobnie-jestem-wspolczesnym-odpowiednikiem-bajarzy,12672008/

    ***

    To rodzaj zachęcenia czytelnika, by obejrzeć sobie miasto z innej perspektywy. Jest to i zabawa, i jednocześnie rodzaj przygody z widokami, do których jesteśmy bardzo przyzwyczajeni. Bohaterka tej mikropowieści w międzyczasie wychodzi z siebie i staje obok, więc książkę można zaliczyć to tych bardziej odlotowych. Lubię takie przygody z wyobraźnią, mam bowiem wrażenie, że to co widzę, co czuję, co rozumiem, jest jeszcze czymś innym niż mi się wydaje. Gdybym miała w sobie sonar i tak jak delfiny posługiwała się echolokacją, na pewno pojmowałabym i „widziała” miasto inaczej. „W płaszczu świata” jest takim narzędziem do innego spojrzenia na naszą rzeczywistość.

    ***

    Zaglądanie pod podszewki chyba stanie się moją specjalnością 😉 Wiadomo, że podręczniki do historii z czasem tracą na aktualności, jest to zatrważające i zastanawiające. Nie należy się zatem przyzwyczajać do konkretnej interpretacji faktów. Na wszelki wypadek nie przyzwyczajam się do faktów w ogóle. To dobrze robi na nieznośną lekkość bytu.

    ***

    Przyszłość wydaje się kontynuacją tego co było. Istnieje jednak taka koncepcja, zgodnie z którą wszystko dzieje się w jednym, wielkim, okrąglutkiM TERAZ. I tej bańki bezczasowej szukam. Najprawdopodobniej 😉

    ***

    „W płaszczu świata” nie tyle mieszam, co poszerzam horyzonty.

    ***

    Co poetka może robić w radiu?

     Ja się znam na słowach, a akurat w radiu jest to w zasadzie sprawa podstawowa. Zatem jako osoba uwrażliwiona na słowa – buduję z nich świat przy pomocy pasma 99,4 Mhz i internetu, rzecz jasna. A doktor filozofii? Filozofowanie to stawiania pytań, w najszerszym tego zadania kontekście. Zatem pytam. Nieustannie. W radiowej pracy – wypytuję gości, gdy zaglądam na uczelnię – lubię podpytać studentów o to i owo, ale głównie pytam sama siebie o różne uniwersalne sprawy. I podążam tropem odpowiedzi. Z mojej perspektywy życie jest tropieniem idei, które się sprawdza na sobie w praktyce

    W Wikipedii zaliczona pani została do kategorii polskie wokalistki – czy to też jedna z twarzy Miłki Malzahn?

    To nie twarz, to struny głosowe. One mogą wszystko.

    Co trzeba zrobić, żeby wygrać festiwal piosenki studenckiej?

    Trzeba zaliczyć w swojej biografii „okres festiwalowy”. Zanim zauważono moje piosenki w Krakowie ćwiczyłam je dzielnie na innych festiwalach. A poza tym – nie wygrałam, weszłam do ścisłego finału. Co zresztą było bardzo miłe, nobilitujące i podsumowało moją przygodę z piosenką. W XIX wieku aktorki, piosenkarki, a nawet malarki, czy rzeźbiarki były traktowane podejrzliwie – a jak jest w XXI wieku? Z mojego doświadczenie mogę powiedzieć, że najbardziej podejrzliwie są traktowani filozofowie, bo nie wiadomo co mogą, a powiem prawdę: filozof może wszystko i nieustannie myśli. Trudno być dziennikarką, doktorem filozofii i poetką? W zasadzie wszystkie te etykiety dotyczą ról społecznych, staram się o tym pamiętać będąc po prostu sobą, realizując dość osobisty i dlatego unikalny plan odkrywania tego, co jest czym i dlaczego.

    Podobno większym szacunkiem mieszczańskie społeczeństwa darzyły pisarzy, rzecz jasna mężczyzn – stąd zamiana poezji w poetycką, ale jednak prozę?

    (…) Miłka Malzahn jest filozofem. To nie zawód – jak twierdzi – tylko rodzaj postawy wobec świata. Studia filozoficzne ukończyła na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu i tam też w 2014 roku obroniła doktorat pt.: „Sztuka a kryzys kultury. Wybrane problemy filozofii twórczości Mikołaja Bierdiajewa”. Z Uniwersytetem w Białymstoku związana jest od dwóch lat, najpierw prowadziła warsztaty dziennikarskie. Zajęcia z translatoryki z języka rosyjskiego prowadzi od początku tego roku akademickiego i jak twierdzi jest to wielka przygoda, głównie filozoficzna, ale też językowa i kulturowa.

    -Tłumaczymy rosyjskie teksty filozoficzne, ale przy okazji próbujemy też zrozumieć czym jest rosyjska dusza – mówi. – Podczas zajęć korzystam nie tylko z literatury źródłowej i z wiedzy lingwistycznej, ale też z różnych dostępnych materiałów opowiadających o współczesnej Rosji. Przy okazji odkrywamy to, co nas łączy i co nas dzieli, szukamy punktów, w których możemy się spotkać i lepiej się zrozumieć.

    Warsztaty pisarskie, na które w semestrze letnim zapisało się dziesięciu studentów filozofii, traktuje jako zadanie specjalne. Nie uczy ich systematyki gatunków i rodzajów literackich, bo to każdy może wyczytać w internecie.  Zresztą we współczesnej literaturze raczej nie ma sztywno określonych ram, rodzaje się mieszają, mamy do czynienia z różnymi hybrydami gatunkowymi.

    – Wyglądamy więc trochę poza świat naukowy, gdzie esej musi mieć określoną konstrukcję. Staram się tak mówić o pisaniu, by studenci, którzy prędzej czy później będą musieli przygotować jakiś tekst, siadali do tego z radością, a nie udręką, że trudno, że mus. Nie wiem czy to nie za wysoko postawiona poprzeczka, ale taki mam cel – śmieje się. – Chciałabym pokazać, że można bawić się stylami, że to może być przygodą. To co mnie samą interesuje w pisaniu, to otwieranie nowych przestrzeni dla wyobraźni, fantazjowanie na temat tego, co jest po drugiej stronie lustra.

    Jej podejście do filozofii nie jest standartowe, choćby dlatego, że lubi sfabularyzować i naukowe zagadnienia brać w cudzysłów. Historie o filozoficznym podłożu, choć przedstawione jako literacka, barwna fikcja, rodzą się podczas rozmów, czytania, podróży. Dr Miłka miesiąc temu wydała swoją nową powieść pt.: „W płaszczu świata”. Rozgrywa się ona w Białymstoku, który jednak wcale nie wygląda, tak, jak nam się wydaje. Książka ukazała się także w formie ebooka. Opowiada o wielowymiarowym spacerze bohaterki po Białymstoku, w który zabiera też czytelników.

    Spacer nie trwa długo (książka nie jest duża), lecz wydarzają się podczas niego różne tajemnicze rzeczy. Przeważa tu magiczny realizm, wymieszany z zagadnieniami z fizyki kwantowej, doprawiony różnymi ideami, pozostającymi gdzieś na marginesach nauki. Ale bez obaw, że bez słownika terminów filozoficznych nie poradzimy. Czyta się to łatwo, opowieść toczy się wartko, w jej nurcie natykamy się na różne filozoficzne pytania i można się na nimi pochylić lub nie. Zależy jak kto czyta.

    – Tytuł „W płaszczu świata”, mówi o granicach tego co nazywamy swoją rzeczywistością. Jeżeli wydaje się nam, że świat jest tym, co się jawi na horyzoncie, to wiedzmy, że jest coś takiego jak zupa kwantowa (opisana zresztą  już sto lat temu). Jeśli przyjmiemy to do wiadomości, okazuje się, że ta przestrzeń, którą mamy do dyspozycji jest dosłownie nieskończona – wyjaśnia autorka. – Wymyśliłam metaforę płaszcza świata, żeby pokazać, że zawsze możemy „wywrócić się” na lewą stronę i zobaczyć co tam jest. A potem „się wywrócić” raz jeszcze i znowu zauważyć coś ciekawego, spojrzeć jeszcze głębiej. To jest nieskończona droga, w której badamy siebie i okrywamy światy po drugiej stronie. One są bardzo kolorowe, jeśli sobie na to pozwolimy, a ja koloryzuję nieustannie.

    Filozofka opowiada też w swojej książce o różnych koncepcjach czasu, jak ta, że czas w ogólne nie istnieje, albo, że jest tylko przysłowiowym „tu i teraz”.

    – Mówię o możliwości nakładania się na siebie różnych czasoprzestrzeni, które poprzez swoją falową budowę cały czas wibrują i przebijają jedna przez drugą – opowiada. – Gdybyśmy nie utknęli w momencie, w którym przyzwyczailiśmy się do liniowego wyobrażenia czasu, to może bylibyśmy w stanie myśleć o tym co się kiedyś wydarzyło tak, by odczytywać dodatkowe znaczenia wibrowania. Może nawet udałoby się w nie wejść i doświadczać. Jako człowiek umieszczony w czasie jesteśmy swoistą membraną.

    Tę metodę opisu falującej rzeczywistości wykorzystała już w swojej poprzedniej książce „9 Mgnień wiosny byłego cara”, która jest historią o jej rodzinnej Białowieży, ale jakże innej od tej znanej z turystycznych prospektów. Zaczyna się na schodkach cerkwi w roku 2034, a opowiada o spotkaniu z duchem cara Aleksandra III.

    Jako filozofa, Miłkę nie interesuje warstwa wierzchnia, to co widać, lubi zaglądać głęboko pod podszewkę. Zaprasza też do tego swoich czytelników, otwiera przed nimi nieznane światy i przygotowuje na wszelkie, zaskakujące możliwości, które mogą go spotkać jeśli zamknie za sobą drzwi i wyruszy w nieznane.

    – W książkach romantycznych dziewczyny spotykają miłość, a w książkach nieromantycznych mają możliwość przekroczenia granic swojej wyobraźni i tego, co nazywają rzeczywistością. Wielka przygoda – Miłka Malzahn zachęca do wyjścia z domu. 

    Kolejne, bardzo udane spotkanie autorskie za nami 😊. Miłka Malzahn podbiła serca publiczności 😊.
    A my zapraszamy na kolejne „Środy literackie”. Do zobaczenia 😍

    „Z czynionych tu i ówdzie podsumowań rynku wydawniczego 2017 roku
    wynika, że ostatni sezon uwydatnił swoistą modę na opowiadania. Pojawiły
    się między innymi: W płaszczu świata (Książnica Podlaska im. Łukasza Górnickiego)
    Miłosławy Malzahn, Drugie spotkanie (Zeszyty Literackie) Macieja
    Miłkowskiego, Patrzę (Wydawnictwo JanKa) Moniki Mostowik, Świat dla ciebie
    zrobiłem (Wydawnictwo Znak) Zośki Papużanki, Mikrotyki (Wydawnictwo
    Czarne) Pawła Sołtysa (znanego jako Pablopavo) czy Ballady o pewnej panience
    (Wydawnictwo Literackie) Szczepana Twardocha. ” Agnieszka Nęcka Uniwersytet Śląski, Katowice